OHP LogoOCHOTNICZE HUFCE PRACY

Mazowiecka Wojewódzka Komenda

 
obrazek
Aktualności Komunikaty Przetargi Projekty EFS Kontakt

Z PASJĄ W NOGACH

 

Sebastian Duda, uczestnik 7-9 ŚHP
 

Sebastian Duda – lat 19, w OHP od 2010 r., fach – piekarz, wyuczony w ramach Rzemieślniczej Nauki Zawodu; aktualnie naukę kontynuuje w Liceum Ogólnokształcącym dla Dorosłych. Uczestnik 7-9 Środowiskowego Hufca Pracy na warszawskiej Pradze.

Przemek Wiączyk – lat 17, w OHP od 2010 r., fach – mechanik samochodowy. Uczestnik 7-19 Hufca Pracy w Mińsku Mazowieckim.

Sebastiana i Przemka łączy jedna pasja – bieganie.

  

  

    

  

   

 

  

  

 

  

  


Przemysław Wiączyk, uczestnik 7-19 HP

Zanim zapytam o Waszą pasję, chciałabym wiedzieć, jak w ogóle trafiliście do OHP.

Przemek: Ja zapewne tak jak większość młodych osób tutaj. Coś się zaniedbuje na pewnym etapie nauki w szkole i robi się krucho. Ze mną właśnie tak było przez moment. A ponieważ i tak zawsze chciałem być mechanikiem, to dobrym rozwiązaniem stało się OHP, gdzie możesz równocześnie ze  szkołą, którą i tak przecież musisz skończyć, rozpocząć przyuczenie do zawodu. Mnie to pasowało, więc zapisałem się do hufca.

Sebastian: U mnie było podobnie, choć chyba bardziej intensywnie rwałem kontakty ze szkołami. Nie miałem cierpliwości do nauki. Jak mi coś w danym miejscu nie pasowało, to nie chodziłem. Dyrektor jednej ze szkół, straszył mnie: „Ty, się ucz, weź się za siebie, bo Ci grozi OHP”, no i wygadał (śmiech).

  

Czyli OHP takie straszne?
S.:
Uważa się, że jest ono jakąś ostatecznością, dla młodych – niedostosowanych. Kiedy więc mnie tu skierowali, pomyślałem sobie: „I tak tu długo nie posiedzę”. Na pierwszym spotkaniu przedstawili mi propozycję zawodów, których mogę się uczyć: mechanik, fryzjer, piekarz. Było mi wszystko jedno, wybrałem pierwszy z brzegu, bo przecież i tak to nie miało znaczenia. Nie chciałem tu być, nie chciałem nic „musieć”. A ponieważ pierwszy z brzegu zawód, okazał się fachem piekarza. Podpisałem kontrakt z OHP i rozpocząłem Rzemieślniczą Naukę Zawodu…

  

  

…oczywiście z planem szybkiej ewakuacji w tle?
S.:
Oczywiście. Tym bardziej, że przecież ani się nie interesowałem pieczeniem, ani też nic o tym nie wiedziałem. Pierwsze dni nauki zawodu, to był jakiś koszmar. Nie wiedziałem, jak się skręca prasę, jak odbija chleb, co to jest dzierzba? Byłem kompletnie zielony.

  

  

Mimo to zostałeś piekarzem i co więcej, słyszałam, że podjąłeś naukę w liceum.
S:
Trafiłem na dobrego pracodawcę i nauczyciela zawodu, z czasem zaczęło mi zależeć na tym całym pieczeniu i… na nauce. Nie wiem, może wydoroślałem. Poza tym w moim życiu pojawiła się dziewczyna, nie mogłem już dłużej myśleć tylko o sobie, o tym czego ja chcę lub czego mi się nie chce robić.

  

  

Spotkałam się z opiniami typu: „współczesna młodzież jest leniwa, uczyć jej się nie chce, pracować się nie chce”… Trudno się chyba zgodzić z tą opinią, bo z tego, co mówicie to choć owszem, w pewnym okresie mieliście na bakier ze szkołą, to jednak do realizacji Waszej pasji, zmuszać nikt Was nie musiał. A ta pasja jednak wymaga wielkiego wysiłku, wyrzeczeń, zaangażowania…
S:
Szkoła bywa nudna, a na pewnym etapie również przymusowa, a przymus, przynajmniej we mnie zawsze budził opór. Gdy ktoś czy coś próbuje w jakiś sposób ograniczać moją wolność, coś mi narzucić, automatycznie wyzwala to we mnie potrzebę buntu. Buntowałem się więc uciekając z Domu Dziecka, w którym spędziłem sześć lat i ze szkół, do których też „musiałem (!)” uczęszczać. Inaczej było ze sportem, do tego od zawsze samoistnie mnie ciągnęło.

  

  

A właśnie dlaczego do sportu akurat?
S.:
Poczucie wolności i tego, że w tym wypadku faktycznie coś ode mnie zależy.
P.: Sport daje szansę na sprawdzenie się. Nie chodzi tu nawet o dreszcz rywalizacji z innymi, ale o zmierzenie się z samym sobą. Przezwyciężenie własnych słabości, podwyższanie sobie poprzeczki i przeskakiwanie jej.

  

  

Chyba nie do końca rozumiem, dlaczego dobrowolnie narażać się na takie męczarnie, jak przebiegnięcie 42,192 km i jeszcze te codzienne przygotowania, treningi po, bagatela, 10, 15 km. Koszmar.
P.:
Satysfakcja.

  

  

Z czego?!
P.:
Z biegu. Wyłączasz umysł i do przodu. Jesteś tylko ty i twoje ciało. Koncentracja i spokój. Zmęczenie i relaks. Nauka pokory i poczucie mocy. Mieszanka, od której można się uzależnić.

S.: Dodajmy jeszcze: radość z walki, z pokonania dystansu, dobiegnięcia do mety, poprawienia czasu, rywalizacja, adrenalina, dodający skrzydeł doping publiczności…

  

  

Ten ostatni bonus to już na zawodach, a przecież do tych trzeba się długo i żmudnie przygotowywać, dla mnie to nadal nie do pojęcia, że chwila na zawodach rekompensuje trud przygotowań. Ale ok., zakładam, że Wy czerpiecie z tego jakieś osobiste profity. Zapytam więc o początki, jak długo musieliście ćwiczyć, żeby pobiec swój pierwszy maraton, półmaraton?

S.: Biegam od III klasy podstawówki, nieregularnie, od okazji do okazji, praktycznie nie trenuję, bo nie mam na to czasu i po prostu, gdy jest jakaś impreza dla biegaczy staram się w niej wziąć udział.

  

P.: Zacząłem biegać jakieś dwa, trzy lata temu. Pasją zaraził mnie mój wujek, który w tym samym czasie też zaczął trenować biegi. Pobiegłem z nim raz, drugi. Zaczęliśmy biegać na coraz dłuższe dystanse, zauważyłem, że coraz lepiej mi to idzie i że bieg sprawia mi dużo satysfakcji. I tak jakoś wciągnąłem się. Po kilku miesiącach wystartowałem wspólnie z wujkiem w pierwszym półmaratonie. Teraz ćwiczę, co drugi dzień, godzina, dwie biegu.

  

  

A nie jest tak, że marzy Wam się wielkie zwycięstwo, dotarcie na metę w pierwszej trójce? Może to ten cel tak Was motywuje, że mimo trudów kontynuujecie swoją pasję? Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że ktoś naraża swoje zdrowie dla jakiegoś hobby? Słyszałam, że Ty, Patryku, masz poważnie sfatygowane kolano i absolutnie nie powinieneś biegać, a jednak uparcie robisz swoje…

P.: Złapałem bakcyla biegania i nie odpuszczę. Dopóki jeszcze mogę - fizycznie mogę, bo teoretycznie oczywiście już dawno nie, będę biegał. I nie chodzi tu, bynajmniej o zwycięstwo. Zdaję sobie sprawę, że z moją rzepką, która jest faktycznie w fatalnym stanie, nigdy, w żadnym maratonie nie dotrę na metę w pierwszej trójce, że zawsze znajdą się inni, lepsi ode mnie. Ale tak jak już mówiłem, satysfakcją dla mnie jest sam bieg, a zwycięstwem poprawienie własnego wyniku, przekroczenie, którejś z osobistych poprzeczek.

  

S.: Ja też raczej nie liczę na wielkie zwycięstwa, choć nie ukrywam, że one też mnie pociągają. Zwycięstwo daje radość. Osobiście, gdy zwyciężam, czuję się niepokonany, silny, wyjątkowy. To bardzo przyjemna chwila. Ale zgadzam się, że zwycięstwo można rozumieć na różne sposoby i że nie zawsze musi ono oznaczać wygraną nad drugą osobą, częściej to po prostu wygrana z sobą samym.

  

Życzę Wam zatem wielu zwycięstw, jakkolwiek rozumianych!

P. i S.: Dziękujemy!

  

  

  

Rozmawiała - Izabela Marczak

drukuj stronę

Mazowiecka Wojewódzka Komenda
ul. Gałczyńskiego 4, 00-362 Warszawa
tel: (022) 827-21-54, 827-62-50, 862-32-17 fax: (22) 827-63-91
mazowiecka@ohp.pl
BIP

Młodzieżowe Centra Kariery   Mobilne Centra Informacji Zawodowej   OHP Dla Szkoły   Nadzór nad Ochotniczymi Hufcami Pracy
sprawuje Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Informacje o OHP
Inne serwisy
Na skróty - linki
Stronę internetową przygotowuje Mazowiecka WK OHP (napisz do nas). Prawa autorskie zastrzeżone © 2004