OHP LogoOCHOTNICZE HUFCE PRACY

Mazowiecka Wojewódzka Komenda

 
obrazek
Aktualności Komunikaty Przetargi Projekty EFS Kontakt

Chwytam gitarę i czuję bluesa

Rafał Romanowski
 

Rafał Romanowski – lat 16, uczestnik 7-35HP przy ul. Kasprowicza 71/75 w Warszawie od września 2010; jeszcze gimnazjalista, ale zapewnia, że już nie na długo; miłośnik pichcenia i smakowania, zwłaszcza kuchni orientalnej; obdarzony ponadprzeciętnym poczuciem rytmu; pasjonat muzyki, gitarzysta. Marzy mu się Ameryka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


(Od lewej) Mirosław Elbe – pracodawca Rafała, Barbara Szymańczak jego wychowawca z
7-35HP, Rafał i Roma Popczuk Komendant Hufca

Jestem pod wrażeniem. Właśnie przeszedłeś w zabójczym tempie ponad 10 km w grze miejskiej, którą Wam w ramach OHP zgotowaliśmy i wciąż się uśmiechasz. Przypuszczam więc, że albo jesteś zahartowany w OHP-owskich imprezach, albo posiadasz rzadki dar wyciągania z trudnych sytuacji, czegoś konstruktywnego dla siebie.
Właściwie w OHP jestem dopiero od kilkunastu dni, więc ta pierwsza opcja raczej odpada (śmiech). Gra była wyczerpująca, nie da się ukryć, ale przeżyłem, więc nie narzekam.

 

 

To powiedz, jakie wiatry Cię przygnały do OHP?
Właściwie to nie wiatry, ale babcia, z którą mieszkam i która się mną opiekuje. Powiedziała mi o Ochotniczych Hufcach Pracy i kazała się zapisać. To miała być dla mnie swego rodzaju nauczka, za to, że nie zdałem w drugiej klasie gimnazjum.

 

 

Czyli OHP karą za grzechy?
(śmiech) Poniekąd. Babcia stwierdziła: skoro zmarnowałeś szansę na spokojną naukę, to teraz musisz się i uczyć, i pracować.

 

 

Twardo Cię trzyma…
Nie, raczej konsekwentnie i z rozsądkiem. W sumie przecież ma rację. Zawaliłem naukę. Babcia posłała mnie do szkoły z internatem, żebym tam wziął się za siebie i żeby wychowawcy jakoś tego przypilnowali, a ja nie zdałem, więc co miała zrobić?

 

 

Hmm… babcia ma rację, Ty ją rozumiesz, dlaczego zatem, ze świadomością tego wszystkiego, pokpiłeś sprawę?
Po prostu nie uczyłem się. Zamiast odrabiać lekcje, ja wracałem z zajęć i sięgałem po gitarę, a jak już miałem ją w rękach, to grałem, grałem i grałem.

 

 

Aha, wszystkiemu winna muzyka?
No i też trochę babcia, w końcu to przecież ona kupiła mi pierwszą gitarę.

 

 

Jednym słowem sama sobie jest winna?
(śmiech) Odrobinę. No, ale tak na poważnie to faktycznie, moja fascynacja grą na gitarze miała duży wpływ na opuszczenie się w nauce. Ale co ja na to poradzę? Muzyka to mój bzik.

 

 

Kiedy ten „bzik” się objawił?
Właśnie wtedy, kiedy trafiłem do internatu. Okazało się, że dzielę pokój z chłopakiem, który gra na gitarze. Zagrał raz „Wehikuł czasu” Dżemu i tak mi się ta piosenka spodobała, że też chciałem umieć ją zagrać. Kolega z pokoju pokazał mi kilka chwytów, szybko łapałem. Okazało się, że na tyle szybko, że aż on był zdziwiony. Zbliżały się święta. Mówiłem babci, o tym, jak marzy mi się własna gitara. No i babcia sprezentowała mi ją pod choinkę. A kiedy już ją miałem, praktycznie się z nią nie rozstawałem. Ćwiczyłem w każdej wolnej chwili, zacząłem też chodzić na kółko muzyczne prowadzone przez pana ze szkoły, z dnia na dzień robiłem postępy. Po pół roku grania miałem swój pierwszy publiczny występ podczas festiwalu piosenki religijnej. Zanim jednak pojawiła się propozycja wyjazdu na festiwal, dopadła mnie kolejna fascynacja.

 

 

Czyli co?
Bas. Pewnego dnia kolega z pokoju przyniósł gitarę basową. Kiedy usłyszałem to brzmienie... po prostu wpadłem po uszy. Od tego dnia chciałem już grać tylko na basie. Gitara klasyczna nagle przestała dla mnie istnieć. Na festiwal pojechałem więc jako basista.

 

 

Co daje Ci granie?
To naprawdę trudno opisać, to jakby uczucie spełnienia. Kiedy gram czuję, że to mi wystarczy, że do szczęścia już nic więcej mi nie potrzeba.

 

 

Ale czy to spełnienie daje Ci granie samo w sobie czy też granie przed publicznością? Może tu chodzi o pewną magię słuchającego Cię tłumu, stania na scenie, uwielbienia publiczności?
Chyba jedno i drugie. Granie samo w sobie jest dla mnie kojące, relaksujące i fascynujące zarazem, ale w połączeniu ze sceną i publicznością to już jest coś maksymalnie niesamowitego.

 

 

Marzy Ci się sława?
Pewnie, że tak. Chyba jak każdemu, kto czuje, że jest w czymś dobry i mógłby się tym dzielić z innymi oraz czerpać z tego jakieś profity. Ja czuję, że granie mi wychodzi, gdyby nie wychodziło, to zapewne rzuciłbym je już dawno. Od dziecka jednak miałem słuch muzyczny i łapałem rytm.

 

 

Zastanawia mnie ta pewność, którą masz odnośnie swoich muzycznych umiejętności i możliwości. Skąd ona się bierze?
Sądzę, że z różnych pozytywnych wzmocnień, których doświadczałem w tej kwestii. Wzmacniano we mnie przekonanie, że muzycznie wychodzę jakoś ponad przeciętność, może też  dlatego nie targają mną w tym względzie wątpliwości, może dlatego wierzę, że uda mi się graniem daleko zajść.

 

 

Mówisz, że wzmacniano w tobie przekonanie o tym, że jesteś muzycznie uzdolniony.
Kto je wzmacniał babcia, rodzice?

Rodzice na pewno nie. Jak miałem sześć lat, mama oddała mnie do domu dziecka. Babcia nie mogła się z tym pogodzić i zabrała mnie stamtąd po roku. O ojcu nie wspomnę, nie ma co gadać. Wspierała mnie zatem głównie babcia, ale także nauczyciele. Pamiętam, że już w szkole podstawowej zgłoszono mnie na konkurs, gdzie na cymbałkach wygrałem sobie wyróżnienie. Potem przez jakiś czas udzielałem się w chórku kościelnym w parafii św. Rocha w Lipkowie. I również w tej szkole z internatem miałem świetnego nauczyciela, który dostrzegał moje muzyczne umiejętności i zachęcał do rozwijania się w tym kierunku.
Te wszystkie pozytywne reakcje ludzi, sprawiły, że dziś chwytam gitarę, czuję bluesa i wiem, że potrafię zagrać tak, że inni też go poczują.

 

 

Kiedy wyobrażasz sobie swoją przyszłość to, co widzisz?
Jak robię karierę muzyczną w Ameryce.

 

 

Dlaczego w Ameryce?
Bo moim zdaniem,  dziś w Polsce nie robią kariery muzycy pokroju Breakoutu, a mnie taki właśnie rodzaj muzyki interesuje. Polska jest pod względem muzycznym maksymalnie hip-hopowo-popowa, co z kolei zupełnie mi nie odpowiada. Tu mógłbym być ze swoimi upodobaniami, zaledwie jakimś niszowym grajkiem. A mnie się marzy muzyczny sukces.

 

 

A jeśli Ci się nie uda?
To zostanę kucharzem. Na szczęście lubię gotować.

 

 

A jak Ci się uda?
Mógłbym wtedy powiedzieć babci: „Nie musisz już żałować, że kupiłaś mi gitarę. Zobacz, ile dzięki temu osiągnąłem”.

 

Rozmawiała: Izabela Marczak

drukuj stronę

Mazowiecka Wojewódzka Komenda
ul. Gałczyńskiego 4, 00-362 Warszawa
tel: (022) 827-21-54, 827-62-50, 862-32-17 fax: (22) 827-63-91
mazowiecka@ohp.pl
BIP

Młodzieżowe Centra Kariery   Mobilne Centra Informacji Zawodowej   OHP Dla Szkoły   Nadzór nad Ochotniczymi Hufcami Pracy
sprawuje Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Informacje o OHP
Inne serwisy
Na skróty - linki
Stronę internetową przygotowuje Mazowiecka WK OHP (napisz do nas). Prawa autorskie zastrzeżone © 2004