OHP LogoOCHOTNICZE HUFCE PRACY

Mazowiecka Wojewódzka Komenda

 
obrazek
Aktualności Komunikaty Przetargi Projekty EFS Kontakt

Z miłości do opery

Kinga Kokosza
 

Kinga Kokosza – lat 17, warszawianka, w OHP od 3 lat. Szkoła – III klasa gimnazjum na ul. Mińskiej w Warszawie. Praktyki w zawodzie: „sprzedawca”. Hufiec Pracy, do którego przynależy: 7-32 HP przy ul. Puławskiej 234. Pasja – śpiew operowy. Cechy charakterystyczne: nieco awangardowy wygląd, non stop słuchawki na uszach, telefon napakowany muzyką i oczywiście śpiewanie zawsze i wszędzie, nawet w szkole na lekcjach matematyki. Głos – sopran.

 

 

 

 

 


Kinga Kokosza

Wydawać by się mogło, że ktoś z Twoim talentem wokalnym powinien uczyć się w jakiejś szkole muzycznej, a nie w zawodzie sprzedawcy. Jak to się stało, że wybrałaś ten właśnie zawód?
Trudno tu mówić o wyborze, to była raczej konieczność. Ale sama sobie na to zapracowałam.

 

To znaczy?
Dwa razy nie zdałam w pierwszej klasie gimnazjum. Zwyczajnie nie chodziłam do szkoły i skutki tego były opłakane. Tym samym trafiłam do CKU (Centrum Kształcenia Ustawicznego) i do OHP. Musiałam wybrać jakieś praktyki zawodowe. Z całej oferty jedynie sprzedawca wydał mi się w miarę do przyjęcia, więc się na niego zdecydowałam. To jakaś alternatywa, gdyby mi nie wyszło ze śpiewaniem. Jednak nie jest to coś, co naprawdę mnie interesuje.

 

Bo to, co Cię interesuje to…?
Śpiewanie oczywiście.

 

Myślisz o tym, żeby śpiew stał się Twoim źródłem utrzymania?
Tak, marzy mi się, aby związać się zawodowo z branżą muzyczną.

 

Wrócimy jednak jeszcze na chwilę do szkoły. Dlaczego właściwie wagarowałaś?
Bo byłam głupia. Wdałam się w outsiderskie towarzystwo, ono było dla mnie wtedy najważniejsze. Zamiast więc chodzić do szkoły, wolałam się szwendać z ludźmi z tamtego grona. Z nimi było mi fajnie, w szkole natomiast nie. Nieprzyjemni nauczyciele, którzy czepiali się z byle powodu np. o kolczyk w uchu. Potrafili małą sprawę rozdmuchać do rozmiarów katastrofy. Na dodatek ja wszystko, co mi mówili, brałam sobie głęboko do serca. Miałam 14 lat i wtedy wydawało mi się, że nic nie muszę np. nie muszę przebywać z ludźmi, którzy w jakiś sposób mnie ranią czy są dla mnie przykrzy. Wolałam być z tymi, którzy mnie rozumieją.

 

I co się stało, że ta młodzieńcza logika uległa modyfikacji, bo uległa, prawda?
Tak, skoro dziś jednak udaje mi się zdawać z klasy do klasy i nawet planuję po gimnazjum, dalej się uczyć. Przełomem w myśleniu o tym, co w życiu ważne, było chyba oblanie przeze mnie po raz drugi pierwszej klasy plus pewne zawody ludźmi z „towarzystwa”. To wszystko doprowadziło mnie do pytań: co jest prawdą, co dalej, dokąd zaprowadzi mnie życie, jakie teraz wiodę? Odpowiedzi nie nastrajały optymistycznie. Postanowiłam coś zmienić, wziąć się w garść, wziąć odpowiedzialność za własne działania, a to oznaczało m.in. zabranie się za naukę.

 

Powrót do szkoły, odpowiedzialność… to chyba nie było łatwe?
Na szczęście nowa szkoła okazała się zupełnie inna, niż poprzednia. Fajni, wyluzowani nauczyciele, którzy szanują Cię bez względu na to, jak wyglądasz i mają poczucie humoru, co jest bardzo ważne w relacjach z młodymi, bo pozwala im rozładować emocje. Do takiej szkoły przyjemnie się chodzi i łatwo jest szanować, i lubić nauczycieli, którzy wiedzą co robią. Uczą i nie przeszkadzają w nauce np. bezsensownym wyszukiwaniem problemów, tam gdzie ich nie ma. Przyzwyczaili się nawet do tego, że zdarza mi się śpiewać na lekcjach (śmiech).

 

A co z towarzystwem?
W szkole jest wielu ciekawych ludzi, mogę więc powiedzieć, że nadal mam bogate grono znajomych, ale jeśli chodzi o towarzystwo w rozumieniu osób dla mnie szczególnie ważnych – przyjaciół, to wystarcza mi mała, ale zaufana garstka. Dokładnie są to cztery osoby: Agnieszka, Monika, Karol i Paweł. Z nimi mogę o wszystkim porozmawiać, na nich mogę liczyć, przez nich czuję się rozumiana i w przeciwieństwie do poprzednich doświadczeń z „towarzystwem”, przez nich nie pakuję się w żadne kłopoty.

 

Jakie kłopoty?
Nie chcę tu ich wymieniać, ale czy oblanie z klasy do klasy nie wystarczy?

 

No dobrze, wróćmy zatem do śpiewania. Od wielu osób z kadry OHP słyszałam, że masz piękny głos. Wiem też, że w tym roku podczas CPATAM w Lesznie (Centralne Prezentacje Amatorskiej Twórczości Artystycznej Młodzieży OHP) po swoim występie dostałaś owacje oraz uznanie jury. Nie mam natomiast pojęcia jak doszłaś do takiej wprawy w śpiewaniu. Uczyłaś się tego w jakiejś szkole?
Nie, jestem samoukiem. Po prostu kocham operę i kocham śpiewać.

 

Miłość do utworów operowych… to dość nietypowe dla współczesnego nastolatka… Co Cię w tego rodzaju muzyce pociąga?
Ludzie, ich głosy, emocje jakie potrafią sobą przekazać. Czystość, intensywność przekazu…to po prostu jest piękne.

 

A jak to się stało, że zainteresowałaś się operą?
Można powiedzieć, że to wszystko przez tatę i przez Michała Wiśniewskiego. Kiedy miałam 9 lat, tato przyniósł do domu płytę z nagraniami „Ich troje”. Jedna piosenka, którą Michał śpiewał po włosku z pewnym operowym zacięciem, wpadła mi w ucho. Puszczałam ją w kółko, raz za razem, aż rodzice zaczęli żałować, że „Ich Troje” w ogóle pojawiło się w ich domu (śmiech). Szczerze mówiąc trudno im się dziwić, mieszkaliśmy wtedy wszyscy na kupie, ja, rodzice, dziadkowie wszyscy w jednym pokoju. Tata nawet próbował mnie zniechęcić do danego utworu co i raz powtarzając: „co to za śpiewanie, on śpiewa jak baba”, ale ja byłam na tyle zauroczona muzyką i wykonaniem tej piosenki, że już słuchanie mi nawet nie wystarczało. Wtedy zaczęłam próbować naśladować Michała Wiśniewskiego i jego wykonanie. Szybko okazało się, że całkiem nieźle mi to wychodzi. Pierwsi zauważyli to dziadkowie, potem moja ciocia – miłośniczka opery, aż w końcu również rodzice. No, a jak zaczęto mnie wspierać i mówić, że mi coś wychodzi, to wiadomo, że nie trudno było pójść za ciosem.

 

Czyli?
Zaczęłam ćwiczyć słuchając innych wykonawców. Ponieważ wtedy nie było jeszcze Internetu, to znaczy nie był tak powszechny i dostępny jak dziś, spisywałam sobie słowa zagranicznych utworów ze słuchu i po prostu naśladowałam wokalistów. Później, gdy już miałam dostęp do sieci, odkryłam jak wydobywać z siebie głos pracując przeponą. I znów ćwiczyłam, ćwiczyłam. Na zasadzie prób i błędów. W międzyczasie przez dwa lata śpiewałam jeszcze w chórku kościelnym.
Poznawałam coraz to innych wykonawców i wpadałam w jeszcze większe uwielbienie dla muzyki i śpiewu rodem z opery. Zapragnęłam śpiewać tak, jak moi ulubieni wokaliści Tarja Turunen czy Andrea Bocelli. I tak krok po kroku, doszłam do tego, że dziś śpiewam sopranem i że słyszę – jak to miało miejsce np. w Lesznie, gdzie wykonałam utwór Queen „Show must go on” – że mój głos robi wrażenie, że jest przejmujący. No i teraz marzę, aby śpiewać zawodowo.

 

A co robisz w tym kierunku?
Przede wszystkim nadal ćwiczę. Planuję także w tym roku wystartować w eliminacjach do programu „Mam talent”. Jeśli tam nie uda mi się zaistnieć, spróbuję wrzucić swoje nagrania na You Tube i zobaczymy.
Chciałabym, żeby ktoś mnie zauważył, a nuż mój śpiew na tyle się komuś spodoba, że uzna on, iż warto we mnie zainwestować i dać mi szansę zaistnieć na rynku muzycznym.

 

Czy bierzesz jednak pod uwagę fakt, że to może się nie udać? Masz jakiś plan rezerwowy na tę okoliczność?
Wiadomo, że gwarancji sukcesu nie ma, chociaż aktualnie raczej trudno mi myśleć o czymś porównywalnie pasjonującym jak śpiewanie. Interesuję się co prawda fotografią, ale to jednak dużo mniejsza pasja. W grę wchodzi też jeszcze wizaż oraz kosmetyka. Natomiast ostatnią deską ratunku będzie praca w zawodzie sprzedawcy. Na razie jednak wolę myśleć pozytywnie, że mi się uda.

 

A gdzie planujesz kontynuować naukę po ukończeniu gimnazjum?
Mam nadzieję dostać się do liceum i w przyszłości zdać maturę.

 

A potem studia?
(śmiech) Tak daleko jeszcze nie wybiegam.

 

Ale pewnie wyobrażałaś sobie siebie na scenie, w błysku fleszy, blasku reflektorów?
No tak, ale to co innego.

 

No tak, marzenie o szkole, to byłoby dziwne…
Szkoła to nauka, dzięki niej zdobywamy wiedzę, ale są rzeczy bardziej pasjonujące. Wiadomo wiedza jest potrzebna, bez niej daleko nie zajdziesz. A ja nie chcę przez resztę życia stać w miejscu i wykonywać pracy, do której nie mam serca. Odczuwam muzykę i to bardzo, kocham śpiewać, chciałabym móc połączyć swoją pasję z pracą zawodową. Dlatego postaram by osiągnąć ten cel. Sądzę, że uzyskanie minimum średniego wykształcenia jest jednym z celów pośrednich, które powinnam po drodze zdobyć, nie wiem natomiast czy już koniecznie studia. W każdym bądź razie szkołę kojarzę z koniecznością, a muzykę z przyjemnością.

 

Co poradziłabyś swoim rówieśnikom, którzy być może tak jak Ty, staną kiedyś przed pytaniami: „jak żyć, w którą stronę podążać?”, powiesz im: „Uczcie się!” czy „Podążajcie za marzeniami”?
Poradziłabym im przede wszystkim, aby zawsze byli sobą, rozwijali swoje pasje i nie rezygnowali z marzeń, ale także, żeby nie olewali szkoły. Bo kim jest się dzisiaj bez wykształcenia? Co może taki chłopak czy dziewczyna po gimnazjum? Gdzie dostaną pracę, jaka i za jakie grosze to będzie praca? Ucząc się zyskujemy większe możliwości wyboru, większe pole działania, a z czasem również szansę na realizację swoich pasji.

 

 

Rozmawiała: Izabela Marczak

drukuj stronę

Mazowiecka Wojewódzka Komenda
ul. Gałczyńskiego 4, 00-362 Warszawa
tel: (022) 827-21-54, 827-62-50, 862-32-17 fax: (22) 827-63-91
mazowiecka@ohp.pl
BIP

Młodzieżowe Centra Kariery   Mobilne Centra Informacji Zawodowej   OHP Dla Szkoły   Nadzór nad Ochotniczymi Hufcami Pracy
sprawuje Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Informacje o OHP
Inne serwisy
Na skróty - linki
Stronę internetową przygotowuje Mazowiecka WK OHP (napisz do nas). Prawa autorskie zastrzeżone © 2004